31.07.2019
Fundusze W Investment - badanie w prokuraturze

Miały być kokosy z inwestycji w lasy polskie, ziemię rolną, a nawet ekskluzywne gmachy starości. Tak przynajmniej obiecywało W Investments, które parę lat temu aktywnie sprzedawało certyfikaty inwestycyjne funduszy zamkniętych. Dziś okazuje się, że prawdopodobnie z zainwestowanych w tamtym miejscu niemal 500 mln zł niewiele zostało. Prokuratura prowadzi śledztwo. Poszkodowanych może być niemal 2 tysiące udziałowców.

Śledztwo nadzorowane jest bezpośrednio przez Prokuraturę Krajową.

Miały być kokosy z lasów i pól

Kilka lat temu Dom Maklerski W Investments wszedł w niszę. Postanowił, że zaproponuje Polakom inwestycje w ziemię rolną, lasy, a także wyszukane domy starości. I systematycznie tworzył fundusze. Najpierw zaistniał WI Inwestycje Rolne FIZ, który miał zarabiać na wzroście wartości ziemi a także na dopłatach bezpośrednich jak i również sprzedaży plonów rolnych, które samodzielnie uprawia. Zarządzał bankiem gruntów wielkości 4, 5 tys. ha, a z dopłat i plonów miał generować około 10 proc. zysku rocznie. Inwestorzy się skusili.

Na fali popularności inwestycji alternatywnych pojawił się kolejny wehikuł a mianowicie WI Vivante FIZAN a mianowicie który miał inwestować po infrastrukturę medyczną dla ludzi dorosłych i wymagających pomocy pielęgnacyjno-opiekuńczej. Innymi słowy: fundusz miał budować domy starości o podwyższonym standardzie, a zyski chciał czerpać z strat abonamentowych. Roczną stopę zwrotu szacował na 10-15 proc.

Największym hitem miał być jednak fundusz WI Lasy Polskie. Niszowa strategia oparta na sadzeniu drzew miała przynosić 8-12 proc. zysku rocznie i przy okazji realizować misję zalesiania. Zyski miały płynąć ze wzrostu cen posiadanej ziemi, handlu drewna z upraw leśnych, a także dopłat w zalesianie.

W sąsiedztwie niskich stóp procentowych handel takich konceptów inwestycyjnych kłopotliwa jest. Zwłaszcza gdy do odwiedzenia pomocy udało się ująć Alior Bank, BOŚ oraz kilku mniejszych dystrybutorów wyrobów finansowych, którzy sprzedawali certyfikaty tych funduszy. Przy efekcie do portfeli funduszy zarządzanych przez DM W Investments napłynęło łącznie około 500 mln zł. Certyfikaty kupowali zamożni inwestorzy, bo minimalna wpłata do kapitałów (wymogi regulacyjne) wynosiła równowartość 40 tys. euro.

Czerwona lampa

Początkowo wszystko szło zgodnie z planem. Wyceny certyfikatów (przynajmniej na papierze) regularnie rosły, a W Investment chwaliło się, iż klienci są zadowoleni i zapowiadało kolejne emisje. Jak i również z niecierpliwością firma czekała do maja 2016 roku kalendarzowego, kiedy to wygasnąć posiadał okres ochronny ziemi rolnej i lasów przed wykupem przez obcokrajowców.

Po tym czasie ceny certyfikatów miały wystrzelić. Ale pechowo WI Investment, rząd Prawa i Sprawiedliwości dokonał przemian w prawie, które silnie ograniczyły krąg nabywców ziemi, eliminując z niego m. in. obcokrajowców. Nowe regulacje znacznie zmniejszyły też powagę transakcji.

W październiku ubiegłego roku spółka poinformowała, że w wyniku porozumień zawartych od maja do odwiedzenia września 2016 roku, wraz z udziałem Piotra Wiśniewskiego oraz Domu Maklerskiego W Investments, kontrolę nad firmą zarządzającą portfelem funduszy – Po Investments Fund Management (obecnie Meridian Fund Management) – przejęła grupa inwestorów, przy tym Michał Matynia, przedtem wiceprezes Domu Maklerskiego Po Investments.

Góra nieścisłości

Inwestorów zaniepokoiły zmiany w strukturach właścicielskich firmy. Zaczęli marudzić też na brak transparentności, co utrudniało im weryfikację sytuacji finansowej funduszy, tymże bardziej że inwestycje dokonywane były przez struktury korporacji. Każdy z nich ma udziały w firmach, zbytnio których pośrednictwem kontroluje odpowiednie aktywa.

W grudniu 2016 roku część akcjonariuszy funduszy postanowiła wypłacić zainwestowane pieniądze. Łącznie złożono dyspozycję sprzedaży certyfikatów wartych setka mln zł (z prawie 500 mln zł). Niestety do transakcji nie doszło. Z informacji "Dziennika Gazety Prawnej" wynika, że zlecenia wykupu zostały zredukowane o 98-99, 8 proc. I - jak zapewniał wówczas Michał Krawczyk, kierownik rady nadzorczej i udziałowiec MFM - aktywa są wystawione na sprzedaż, lecz zarządzający nie chcą wyzbywać się ich szybko, obniżając wartość, bo byłoby to nie zaakceptować w porządku wobec mnogości inwestorów, którzy chcą zostawić pieniądze w funduszach.

Wyprowadzenie pieniędzy?

Jak donosi portal wpolityce, sprzedawane za pośrednictwem W Investments za pośrednictwem Alior Bank i BOŚ fundusze mogły zostać okradzione. Portal sugeruje, hdy pieniądze wyprowadzono poza Polskę. Śledztwo prowadzi Prokuratura Regionalna w Łodzi jak i również zostało objęte zwierzchnim dozorem służbowym przez Prokuraturę Krajową.