28.06.2019
Boom na rynku mieszkaniowym obstaje  Nieruchomości

  • Projekt budżetu na 2019 rok do komisji sejmowych
  • Koniec ze zmianą czasu? Komisja Europejska przedstawi propozycję
  • W tę niedzielę zrobisz zakupy. Potem długa przerwa
  • Gospodarka rośnie, lecz inwestycje rozczarowały
  • Coca-Cola kupuje znaną sieć kawiarni

Koniunktura na rynku mieszkaniowym trwa w najlepsze. Polacy kupują najwięcej mieszkań, a deweloperzy budują ich największa liczba ludzi w historii. Rośnie chociażby popyt na kredyty hipoteczne, przez co nie zaskakują już nawet kilkuprocentowe wzrosty cen nieruchomości. "Za Gierka budowano więcej niż przy aktualnym boomie" - wykrywa jednak analityk Bartosz Turek.

Jak wynika z zestawienia Open Finance, przy Polsce w 2017 roku zaczęto budować prawie 206 tys. mieszkań. Ten rezultat, to wspólna praca indywidualnych inwestorów, deweloperów, gmin, spółdzielni czy TBS-ów.

Połowę nowych mieszkań zaczęli tworzyć deweloperzy. To o 23 proc. więcej niż zanim rokiem i najwięcej przy historii. Budowy te trwają przeciętnie dwa lata, co oznacza, że w 2019 roku kalendarzowego firmy budujące mieszkania potrafią oddać właścicielom klucze do odwiedzenia około 100 tys. szynków.

Rewolucyjne zmiany w handlu coraz bliżej. Zapowiedź Kancelarii Prezydenta

Wciąż za mało

"Nie przekształca to jednak faktu, hdy potrzeby mieszkaniowe Polaków ciągle pozostają niezaspokojone. Najbardziej zachowawcze szacunki mówią o naszym, że powinno powstać milion lokali, aby liczba gospodarstw domowych zrównała się wraz z liczbą mieszkań" - zauważa Bartosz Turek.

Gdyby jednak wziąć pod uwagę to jak dużo nieruchomości przypada na tysiąc mieszkańców w UE, wówczas okazałoby się, że w Polsce brakuje raczej dwóch, 5 miliona mieszkań.

"Niedobory mieszkaniowe to bodziec, dla którego mieszkania morzem Wisłą są tak kosztowne, że za przeciętne honorarium netto mieszkaniec dużego metropolie może kupić około pół metra mieszkania. Podobnie zawiła jest sytuacja najemców, jacy – o ile osiągają przeciętnie – wydać musieliby około 40 proc. własnego wynagrodzenia na wynajem kawalerki" - dodaje ekspert.

Gierek deweloperem był

Ten problem ma rozwiązać rządowy program Mieszkanie plus. Przy jego ramach Polacy mają oszczędzać na cele hipoteczne, mają powstawać mieszkania komunalne, TBS-y i tanie mieszkania na wynajem. Wszystkie owe mechanizmy wedle planów mają doprowadzić do budowy suplementarnych 300 – 350 milionów mieszkań do 2030 roku kalendarzowego.

"Warto przy tymże pamiętać, że podaż wytworzona w ramach programu powinna doprowadzić do spadku produkcji mieszkań przez deweloperów i akcjonariuszy indywidualnych. W ramach rządowego programu musiałoby więc wykształcić się więcej niż 350 tys. nieruchomości. W sumie z wytwarzaniem generowaną przez deweloperów jak i również inwestorów indywidualnych efekt posiada być taki, że nad Wisłą powstanie 2, trzy mln mieszkań w możliwości 13 lat" - wykrywa analityk.

Wbrew obiegowym opiniom nie jest to stopień niemożliwy do osiągnięcia. Czemu? W latach 70-tych budowano nawet więcej, niż zakładają dzisiejsze odważne rządowe plany. Statystyki GUS z najnowszego spisu powszechnego sugerują, iż w latach 1971 – 1978 (przez 8 lat) wybudowanych zostało ponad 2, 1 mln mieszkań, innymi słowy mniej więcej tyle jakie możliwości w ciągu ostatnich piętnasty lat.

W czasach siedemdziesiątych, czyli w dekadzie Gierka, oddawano do użytkowania przeciętnie po ponad 260 tys. lokali rocznie. Wydaje się to wynik dwukrotnie lepszy niż w całym 2011 roku oraz o czterdziestu osiem proc. wyższy niż przy rekordowym 2017 roku, gdy to oddano do używania 178 tys. nowych domów.

Źródło: Open Finance Przeciętna liczba mieszkań oddanych do użytkowania

Wielka płyta niezgody

Bartosz Turek uważa, że klasa mieszkań budowanych w latach siedemdziesiątych jest odmienna od momentu obecnie obowiązujących standardów, a trzonem budownictwa lat 70, 80 czy nawet częściowo 90-tych była tak zwana "wielka płyta".

"Wiele osób odpychają w niej często słabo działająca cerkulacja współdzielona z innymi mieszkaniami w pionie, słaba akustyka, konieczność wymiany oryginalnych instalacji elektrycznych, które nierzadko nie zaakceptować radzą sobie chociażby z nowoczesnymi urządzeniami AGD, nierówne ściany i podłogi, wygląd klatek schodowych czy po prostu modernistyczna toporna system samych budynków" - dowodzi analityk.

Prezydent w Davos: głosy na temat świetnej kondycji polskiej gospodarki

Jego zdaniem słabą stronicą wielkiej płyty są także wyższe koszty utrzymania. Podczas gdy we współczesnym budownictwie średnią stawką jest 8, 54 zł za mkw. co miesiąc (w Warszawie), to przy betonowym bloku koszt ten rośnie o 13, pięć proc. - do 9, 69 zł za mkw. miesięcznie.

"Różnica po koszcie zdaje się niewielka, ale gdyby przyjąć, że mamy 50-metrowe mieszkanie, to rocznie koszt utrzymania lokalu przy bloku z wielkiej płyty jest o 692 zł wyższy niż w przypadku mieszkania współczesnego" – odczytujemy w analizie Open Finance.

Dyskusyjna jest również kwestia trwałości samych budynków. Sprawa ta obrosła przy wiele mitów. Jedni mówią, że niedługo połączenia między płytami mogą zacząć zawodzić, podczas gdy inni eksperci rozwiewają te obawy komunikując, że wielka płyta sprzyjać będzie nie tylko nam, ale też naszym wnukom i prawnukom. Pierwsi wspominają blok, z którego odpadła płyta elewacyjna (Rzeszów), a drudzy podają przykład domu, który pomimo wybuchu gazu (Gdynia) utrzymał swoją integralność.

"O prawdziwym będzie betonowych bloków powiedzą przed chwilą wyniki badań prowadzonych poprzez Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa. Pozwolą one też wskazać konieczne prace remontowe, które pozwolą zadbać o wytrzymałość budynków" - twierdzi Turek.

Są też plusy

Czemu więc Polacy kupują apartamentu mieszkalnego w blokach z latek 70, 80 i 90-tych? Powodów także jest dużo. Przede wszystkim lokalizacja. Wraz z rozwojem miast osiedla tworzone nierzadko na obrzeżach konsekwentny się dziś atrakcyjnymi jak i również dobrze skomunikowanymi miejscami do życia z łatwo przydatnymi punktami usługowymi i handlowymi.

"Niekwestionowanym atutem wielkiej płyty jest też wartość. Po pierwsze mieszkania konstruowane za PRL-u mają w mniejszym stopniu metrów, a do tego za każdy z tych metrów trzeba zapłacić mniej niż w sytuacji lokali po kamienicach czy nowych blokach" - uważa analityk Open Finance.